Rzym – Splendor w podróży

Po rzymskich wakacjach pozostały wspomnienia, więc czas na pełną, wielce obszerną relację. Samego Rzymu przedstawiać nie trzeba, każdy wie co i jak, zachęcać również nie trzeba, to też postaram się treściwie przekazać jak postrzegamy stolicę Włoch, co warto i gdzie. Relację podzielę na 5 kategorii: śniadania i pikniki, sklepiki i targowiska, żywienie na mieście, restauracje oraz zwiedzanie. Komentarz oczywiście czysto subiektywny, zaczynamy :).

#1 Śniadania i pikniki.

Śniadanie, wiadomo najważniejszy posiłek dnia, należy zjeść ze smakiem. W naszym przypadku hotel oferował coś co nazywał śniadaniem, ale po pierwszym rzucie oka na tosty i dżem, zrezygnowaliśmy z tego udogodnienia. Ale nie ma się co przejmować, wszędzie pełno jest mniejszych i większych, dość niepozornych kawiarnio/sklepików oferujących gotowe ciabaty z bogatym środkiem na ciepło oraz rogaliki i inne poranne słodkości, do tego oczywiście kawa. Ceny to około 1-2 euro za kawę i 2-3,5 euro za sporą kanapkę.

IMG_7950Via Principie Amadeo 76, Rzym

IMG_7954

Drugą opcją na śniadanie jest piknik. Zakupy można zrobić w osiedlowym minimarkecie, bądź na targu, które znajdziecie praktycznie w każdej dzielnicy. My zaopatrywaliśmy się najczęściej na Nuovo Mercato Esquilino, czyli na targu wielokulturowy. Stoiska pełne owoców i warzyw mniej i bardziej znanych u nas, piekarnie, rzeźnicy, lodówki z serami, po prostu pięknie.Ale o tym dalej.

Zjeść piknik można w miłym otoczeniu, parków mniejszych lub większych w Rzymie jest sporo, a i w samym centrum obok starożytnych ruin będzie przyjemnie. I nie ważne jaka pora roku, nasze pikniki w lutym wyglądały tak:

IMG_7821

IMG_7812

Dnia kolejnego było jeszcze ładniej, udaliśmy się do Castel Gandolfo.

castel

A przy okazji zrobiliśmy piknik.

SAMSUNG CSC

A oto trzeci park i odrobina słodyczy, czyli biscotti z czekoladą i migdałami na śniadanie w parku przy Koloseum.

IMG_8018

#2 Targowiska i sklepiki.

Zakupy w Rzymie najlepiej robić na targowiskach, które są zdecydowanie tańsze niż sklepy osiedlowe. Najczęściej odwiedzaliśmy Nuovo Mercato Esquilino, znajdujący się w dzielnicy wielokulturowej. Skoro multikulti to i na targu kupić można wszystko, bariera językowa niemalże nie istnieje, mimo, że sprzedawcy często po włosku czy angielsku nie mówią, a na tabliczkach często można przeczytać przekręcone nazwy produktów, nie ma problemów z komunikacją. Jedyne do czego należy się przyzwyczaić i raczej nie reagować to okrzyki sprzedających, którzy zachęcają do kupienia właśnie z jego stoiska. Ciao Bella dźwięczy mi w uszach do dziś.

Nuovo Mercato Esquilino

Otwarte: poniedziałek – sobota od 7:00 do 15:00.
Lokalizacja: Via Principe Amedeo 184

Znajdziecie tu kilka stoisk rzeźników, a w asortymencie wszystko: flaki, serca, mózgi, wątroby, głowizna no i mięsko.

IMG_7801

Gotowe szynki, sery czy oliwki też tu są.

IMG_7804

No i oczywiście cała masa stoisk z warzywami i owocami, również egzotycznymi.

IMG_7803

Drugim targiem, do którego dotarliśmy jest Campo de’ Fiori na placu o tej samej nazwie. Nazwa pochodzi od stoisk z kwiatami, które goszczą na tym placu od wieków, a w chwili obecnej aż 2, ale zawsze.

IMG_8171

Na targu można kupić kwiaty, owoce i warzywa, oliwy, sery i naczynia. Słowem wszystko. Samo miejsce to praktycznie centrum turystyczne, a dzielnica ponoć bardzo lubiana przez włoską młodzież. Jedno jest pewne, jest urokliwa, pełna wąskich uliczek, barów z pizzą na slajsy i lodziarni, nie najdroższych, ale nie tanich restauracji i zaledwie 2 kroki od rzeki. Odwiedzaliśmy kilkakrotnie.

IMG_8165Campo de’ Fiori

Otwarte: poniedziałek – sobota od 7:00 do 14:00.
Lokalizacja: Piazza di Campo de’ Fiori, w historycznym centrum Rzymu.

Pozostałe targowiska można zlokalizować tutaj.

W Rzymie sporo jest również droższych, ale zaopatrzonych w produkty premium, sklepików, prowadzonych przez Rzymian. Dostać tu można sepię, domowe pesto, alkohole, sery i szynki, akcesoria kuchenne i najrozmaitsze rodzaje makaronów.

IMG_7901

Są to sklepiki głównie prowadzone z myślą „a naciągniemy tych turystów”, ponieważ większość z tych produktów można znaleźć w marketach za połowę ceny. No ale urok mają, to trzeba przyznać.

IMG_7914

Ostatni typ sklepików, który nas zainteresował to kawiarnio/cukiernio/piekarnie, w których można wypić kawę, wybrać słodkość z przeogromnego asortymentu i podpatrzeć jak są one przyrządzane.

IMG_7903

#3 Jedzenie na mieście.

Jak już jesteśmy przy temacie jedzenia na mieście. Nagły głód najlepiej zaspokoić kawałkiem pizzy. Ale nie takiej z restauracji, tylko takiej z barów z pizzą na kawałki. Dzięki temu można spróbować wielu smaków, za niewielkie pieniądze. Druga sprawa jest taka, że pizza ta różni się znacznie od okrągłej pizzy z pizzerii czy trattorii. Przede wszystkim ma ona porządną dawkę obkładu, totalnie zróżnicowanego, a ser jest tylko pysznym dodatkiem. Pizza w restauracji, czyli ta tradycyjna, zazwyczaj posiada głównie ser i jeden lub dwa dodatki, co totalnie odbiega od polskiego wyobrażenia pizzy.

Tuż przy Campo de’ Fiori, na rogu

IMG_7910

Z może i mało sympatyczną panią, ale z przepyszna pizzą na kawałki.

IMG_7896

Zamówiliśmy 3 spore kawałki (koszt 6 euro), przekrojone na połówki, zaspokoiły mój głód.

IMG_7897

Adam po konsumpcji swojej połowy, dokupił jeszcze ciekawy twór z cukinią.

IMG_7907

No ale po obiedzie należy zjeść deser. Lody brzmią w tym momencie idealnie. I tak na Via Dei Baullari 141 w lodziarni o mało włoskiej nazwie Blue Ice zakupiliśmy najlepsze lody jakie jedliśmy. Nie znam się na tym czy były domowe, czy to sieć, ile miały w sobie cukru, chemii i innych wynalazków, wiem jedno. Czekolada smakowała czekoladą, a pistacjowe pistacją i nie były jaskrawo zielone, co świadczy tylko na plus. No i porcja przeogromna (3 euro).

IMG_7908

Innego dnia zaszliśmy do polecanej lodziarni Fatamorgana. Czytałam, że można w niej dostać lody o smaku martini i oliwek, no ale nie było niestety. Jedynym wynalazkiem jaki znalazłam były lody o smaku bazylii z orzeszkami piniowymi (nie pesto, bo bez parmezanu). Nie powiem pyszne. Tiramisu niezbyt tiramisu przypominało. W sumie poprawne, choć porcjowo (na zdjęciach widać skalę – w obu przypadkach na wafelku są dwie kulki i to przed zjedzeniem ;) ), smakowo i cenowo nie powalały. Lodziarnia ma już małą sieć, więc można natrafić na nią w kilku punktach Rzymu, np. przy Piazza degli Zingari 5.

IMG_7848

#4 Restauracje Rzymu.

Gdy po całym dniu zwiedzania nogi odmawiają posłuszeństwa, nadchodzi czas aby usiąść w miłym miejscu, zamówić wino i pyszne, włoskie specjały. Poza carbonarą i risotto (Rzym to nie risottowy region Włoch) spróbowaliśmy wszystkich pozycji z naszej listy „must eat”. Wybaczcie jakość zdjęć, ale nie znoszę robić fotografować talerzy w restauracji, więc były to szybkie fotki telefonem :).

Zatybrze tytułuje się kulinarnym zapleczem Rzymu, do tego niby dzielnica artystyczna i niezwykle modna, no i niestety ceny w tym miejscu do niskich nie należą, a knajpy rosną jedna na drugiej. Ma swoje minusy i plusy. Tłumy ludzi, zaganiacze, handlarze badziewiem, wysokie ceny, ale jest niezwykle urokliwa, pełna wąskich uliczek, trochę taka sielska. Na Zatybrzu odwiedziliśmy dwie, skrajnie różne restauracje.

Pierwsza restauracja, do której wróciliśmy dnia kolejnego ze względu na gnocchi, które serwują wyłącznie w czwartki, to „Trattoria da Lucia” prowadzona od 1938 r. Mieści się ona w wąskiej, nieuczęszczanej przez turystów uliczce: vicolo del Mattonato 2.

IMG_8073

W środku klasycznie, domowo, włosko i przede wszystkim przyjemnie. Co trochę mnie zdziwiło, w tle nie leci żadna muzyka. Ale przy pełnej, gwarnej sali jest to zbędne.

IMG_8079

Podczas dwóch wizyt zamówiliśmy, a raczej Adam zamówił, rekomendowane przez wszelkie przewodniki trippa alla romana, czyli flaki po rzymsku. Po rzymsku, czyli w sosie pomidorowym, zasypane parmezanem. Smaczne, ale żeby mnie powaliły to nie wiem. Po prostu coś innego, niż nasze flaczki.

IMG_8005

Ja przyjęłam inny klasyk, czyli spaghetti cacio e pepe (parmezan i pieprz). Było lekko posklejana, ale po dodaniu oliwy, było przepyszne. Niby takie proste danie, a jak cieszy. A właśnie, jedna rzecz mnie zdziwiła. W żadnej restauracji nie dostaliśmy do posiłku oliwy, za każdym razem musiałam o nią prosić, czyżbyśmy to my wymyślili ten zwyczaj?

IMG_8003

Drugiego dnia w końcu spróbowałam gnocchi. Co prawda nie tych ulubionych z pesto, ale jak wszystko we Włoszech, w sosie pomidorowym z odrobiną boczku i jak zwykle zasypane parmezanem.

IMG_8081

Dla Adama wyczekane tortellini al ragù, czyli z mięsem mielonym i sosem pomidorowym. Zdjęcie nie oddaje, ale były rewelacyjne.

IMG_8080

Czas na desery. Obowiązkowo panna cotta i krem karmelowy.

IMG_8015

Dnia następnego mus czekoladowy.

IMG_8084

Ceny dań to około 10 euro, desery jak w większości miejsc 5 euro, a wino 6 euro za butelkę.

Drugim miejsce na Zatybrzu, do którego trafiliśmy, była winiarnia Litro (Vineria Litro, via Fratelli Bonnet 5).

IMG_7929

Miejsce dalekie od turystycznych szlaków, wystrój zdecydowanie inny, niż w tradycyjnych trattoriach. Każdy kraj przechodzi ewolucje, tak jak i u nas mamy wysyp nowych, ciekawych miejsc, tak i Rzym to dotknęło. I całe szczęście.

IMG_7933

 

IMG_7930

Kuchnia nowoczesna, pełna smaku, do tego wina, wyłącznie włoskie, z certyfikatami bio. Nie znam się na tym, nie oceniam. Wino było pyszne. Zamówiliśmy sałatkę z tuńczykiem (cieniutkie plastry, coś jak lekko podwędzany boczek z tuńczyka powaliły) oraz sałatkę z orzechami i prosciutto. Niby proste, a pyszne rzeczy. Do tego chrupiący chleb i butelka czerwonego wina wybrana przez szefa. Krótka rozmowa i miły wieczór gotowy. Ceny delikatnie wyższe, niż w innych miejscach, około 10 euro za sałatkę. Wino zdecydowanie więcej, no ale nie było to wino domu.

IMG_7932

Ostatnią restauracją, w której gościliśmy najczęściej, była trattoria Luzzi, mieszcząca się niedaleko Koloseum. Powodów dla których bywaliśmy tam często jest wiele: Luzzi leżał na naszej codziennej trasie hotel-miasto-hotel, jest to miejsce rodzinne, utrzymane w klasycznym włoskim stylu – czyli głośne, wesołe i karmiące z sercem. Do tego charakterna Katrina, którą zapamiętamy na długo. No i nie okłamujmy się, cenowo Luzzi wypada najkorzystniej.

IMG_8140Trattoria Luzzi – Via san Giovanni in Laterano 88, Rzym.

Zaczęliśmy od carpaccio (10 euro).

IMG_7799

Następnie ravioli z ricottą i szpinakiem w sosie pomidorowym (6,50 euro).

IMG_7790

A że cały dzień chodziliśmy, na dokładkę pizza wybrana przez Adama, czyli cztery sery. Ceny pizzy to około 6-7 euro.

IMG_8145

Na koniec deser w klasyku – tiramisu i ciasto czekoladowe, choć bardziej tort czekoladowy to przypominało. O tym, że było pyszne, świeże i przygotowanie z sercem pisać nie muszę.

IMG_7792

Innego dnia trafiliśmy tam w przerwie obiadowej. Dla mnie grillowane kalmary i krewety (10 euro), a Adam uderzył w klasyk – lasagne z mięsem (5,50 euro).

IMG_7857

Ostatnia kolacja była strzałem w dziesiątkę. To był ten dzień kiedy kuchnia mnie powaliła, urwała co trzeba i w końcu stwierdziłam, że mogę wyjechać usatysfakcjonowana. A to za sprawą tonnarelli z mulami i małżami (8 euro). Domowy makaron, bajeczny sos i aromat morza.

IMG_8141

Dodatkowo pizza na pożegnanie quattro stagioni.

IMG_8182

No i morze wina. A na koniec domowe limoncello w prezencie od Katriny.

#5 Zwiedzanie – czyli klasyczne zabytki i urokliwe uliczki.

Tutaj nie będę się rozpisywać, Rzym trzeba zejść pieszo. Roweru nie polecam, gdyż Rzym rośnie na 7 wzgórzach.

Odwiedziliśmy Castel Gandolfo. Aby tam dotrzeć należy udać się na dworzec, czyli Terminii, zakupić bilet na pociąg (około 4 euro), który odjeżdża co godzinę i ruszyć.

castel

Z dworca czeka Was mała wspinaczka, ale przeurocze miasteczko wynagrodzi wszystko. Pełne fontann, mozaik i przepięknych szyldów.

IMG_7961

IMG_7964

IMG_7968

Jeżeli chodzi o zwiedzanie, to polecam porządny przewodnik, wygodne buty i dużo cierpliwości. Przy głównych zabytkach zastana Was tłumy i handlarze, próbujący Wam wcisnąć selfistiki, albo inne niesamowicie potrzebne gadżety.

Główne ulice są niesamowicie głośne. Wystarczy jednak udać się uliczkę w bok, a okaże się, że po pierwsze niczego nie słychać, to jeszcze możecie zobaczyć coś niezwykłego jak zabytkowe Fiaty, prywatne ogrody, niesamowite podwórka.

IMG_7787

IMG_7806

IMG_7916

Jeżeli chodzi o stanie w kolejce po bilet do Koloseum, Forum Romanum i Palatyn (bilet obejmuje trzy atrakcje) to szkoda na to czasu.

Forum Romanum doskonale widać ze wzgórza, za pomnikiem Emanuella II, obok Muzeum Narodowego.

IMG_7886

Koloseum wygląda imponująco z zewnątrz, a popychający Was tłum ludzi w środku raczej zirytuje, niż pozwoli podziwiać kamienie.

SAMSUNG CSC

Zachęcam za to do sprawdzenia wystawy tymczasowej w Museo dell’Ara Pacis.

IMG_8172

My trafiliśmy na wystawę grafik i plakatów Toulouse-Lautrec.

IMG_8113

Warto również obejść tarasy widokowe na Zatybrzu, z których rozpościera się piękny widok na całe zabytkowe centrum.

IMG_8070

SAMSUNG CSC

No i oczywiście klasyki jak Fontanna di Trevi.

IMG_8024

Plac św. Piotra wraz z bazyliką.

IMG_8049

Oraz pomnik Emanuella II.

IMG_8158

I jest tego jeszcze całe mnóstwo.

Podsumowując. W 6 dni zeszliśmy cały Rzym, zrobiliśmy około 70 km pieszo, zjedliśmy tony makaronu, mozzarelli, pesto i innych włoskich pyszności, wypiliśmy hektolitry wina, nawiązaliśmy kilka ciekawych znajomości, zobaczyliśmy ogrom zabytków, kościołów, fontann, ruin, obijaliśmy się w parku sącząc prosecco i zajadając biscotti, rozkoszowaliśmy się kawą w małych barach, robiliśmy pikniki, regularnie odwiedzaliśmy ryneczki i przede wszystkim cudownie się bawiliśmy. To moja druga wizyta w tym mieście i zdecydowanie to podkreślam, kocham to miasto, całe Włochy (choć Włochów już mniej), czuję się tu jak w domu, a co najważniejsze, Adam też. Jeżeli pragniecie aktywnie odpocząć, to jest to miejsce dla Was. Tak naprawdę budżet nie musi być wielki, większość zabytków jest darmowa, stołując się na rynku, w parku, jedząc pizzę na slajsy i omijając drogie restauracje jesteście w stanie na pełnej bogatości poznać Rzym. Metro jest zbędne, tutaj jeden zabytek rośnie obok drugiego, a chodząc wąskimi uliczkami poznacie Rzym od innej strony. 5 dni wystarczy, ale miło jest mieć mały zapas na takie przyjemności jak tymczasowa wystawa, popołudnie w parku czy kolejna kolacja u Luzziego. Słowem warto!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


8 × dziewięć =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>