Lwów – kulinarnie

Łikend majowy spędziliśmy we Lwowie. Lwów, odniosłam wrażenie, jest miastem skrajności. Wyremontowany, pełny turystów rynek robi wrażenie, podobnie jak zniszczone i opuszczone dalsze części miasta, mnogość ciekawych miejsc „legend”, w których człowiek świetnie się bawi, ale zastanawia się czy są autentyczne czy tylko sztucznie wykreowane miejsca. Niemniej Lwów zobaczyć warto, poznać ukraińską kulturę, posmakować tutejszej kuchni i zobaczyć ślady polskiej obecności w przeszłości.

ZWIEDZANIE

O zwiedzaniu dużo nie będę pisała. Należy zobaczyć takie klasyki jak piękny budynek Opery Lwowskiej, dawny kościół Zakonu Jezuitów, w którym widać ślady wojny, Katedrę Ormiańską, pomnik Mickiewicza, Cmentarz Łyczakowski, na którym znajduje się cmentarz Orląt Lwowskich. Ciekawe i warte odwiedzenia są pchle targi, jeden na trasie od opery do kościoła Jezuitów, drugi przy Arsenale. Zaraz obok znajduje się dzielnica żydowska, pełna smakowitych restauracyjek. Koniecznie trzeba wejść na wieżę Ratusza, z której widać cały Lwów.

IMG_8684

IMG_20160430_192819

IMG_8653

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

DOJAZD DO I Z LWOWA.

Kolejna kwestia to dojazd do Lwowa. Jazda pociągiem z Poznania by nas wykończyła, więc zdecydowaliśmy się na podróż samochodem do granicy w Medyce. Tam zostawiliśmy samochód na płatnym i strzeżonym parkingu (6 zł/dobę) i przez granicę ruszyliśmy pieszo. Niestety nie byliśmy jedyni i musieliśmy odczekać swoje. W sumie przeprawa zajęła nam godzinę. Nie odbyło się bez przygód. Polskie mrówki niezadowolone kolejką (wódeczka sama się nie przeniesie, a sklep wyjątkowo krótko otwarty) wpychały się w kolejkę, nawet nie dyskretnie, tylko krzycząc, wyzywając i wykorzystując upośledzone dzieci jako kartę „pierwszej grupy inwalidzkiej” upoważniającej do pierwszeństwa. Szkoda słów, w stronę powrotną było to samo. Niemniej za granicą należy przejść 500 metrów i skęrcić w lewo na parking marszrutek, czyli małych, żółtych busików, które za 36 hrywien (około 5 zł) przewiozły nas do Lwowa, a dokładnie wysiada się na dworcu głównym, przy którym mieści sie równeiż dworzec autobusowy. Bilet należy zakupić w kasie. Co prawda 80 kilometrowa podróż trwała 2 godziny i część osób spędziła ją stojąc, niemniej jest to najszybszy i najtańszy sposób dotarcia do Lwowa. Nie dajcie namówić się taksówkarzom, bądź innym naciągaczom, którzy oferują tani transport bez kolejek. Znajomi za taką alternatywę zapłacili 100 zł.

Podróż powrotna wygląda trochę inaczej. Marszrutki startują z dworca autobusowego, z platformy nr 5 (trasa Lwów – Szeginie – odpowiednik Medyki po Lwowskiej stronie). Biletu nie kupuje się w kasie, tylko u samego kierowcy. I to jedyne różnice. Pisze o tym, bo przez stanie w kasie zmarnowaliśmy czas oraz nie załapaliśmy się na miejsca siedzące w marszrutce, co przy 2 godzinach drogi jest dość istotne. Następnie przeprawa przez granicę, tym razem zajęło nam to 4 godziny. Byliśmy wygłodniali, więc przed drogą do Poznania zawitaliśmy do Restauracji Monarchia, o której poniżej.

IMG_8808

IMG_8810

Restauracja Monarchia – ul. Puszkina 18, Przemyśl

Nasze stroje co prawda niezbyt pasowały do wytwornego wnętrza restauracji, ale nasz głód był silniejszy. Restauracja Monarchia serwuje dania przedwojennej kuchni galicyjskiej – polsko-austriacko-węgierskiej. Po pierwszym kęsie wiedzieliśmy, że lepiej się trafić nie dało. Już sam początek, czyli pyszne zupy: rosół z kołdunami, barszcz z uszkami czy kociołek gulaszu, zrobiły na nas pozytywne wrażenie, ale to był tylko wstęp. Maczanka Galicyjska, czyli duszona wieprzowina z kminkiem i kapustą, buraczkami na knedlikach rozłożyła mnie na łopatki, podobnie gulasz wołowy, polędwiczka faszerowana czy pierogi z dzikiem. Dania idealnie skomponowane, w których każdy szczegół był dopracowany, niczego nie brakowało, ani nie było za dużo. Nie wiem czy jestem przyzwyczajona już do „zachodnich” cen, ale stosunek ceny do jakości w tej restauracji był bardzo zaburzony, o wielkości porcji nie wspominając. Tak pozytywnie objedzeni ruszyliśmy w dalszą drogę do Poznania.

IMG_8825

IMG_8822

GDZIE WARTO ZJEŚĆ WE LWOWIE?

Lista restauracji i kawiarni wartych odwiedzenia jest spora, dlatego nie do wszystkich lokali udało nam się wejść, w końcu zawsze trzeba czuć niedosyt :). W ogóle sytuacja we Lwowie wygląda podobnie jak w Czechach, wszędzie gdzie można się napić, można się też najeść, to też nie dzielę miejsc na puby i restauracje.

Targ Wielkanocny – aleje Swobody

Mieliśmy to szczęście, ze trafiliśmy do Lwowa w czasie ich świąt Wielkanocnych. Wzdłuż całych alei Swobody poustawiane stały stragany oferujące wszystko, do słodyczy, przez sery, oliwy, zabawki, ubrania i inne gadżety. Spróbowaliśmy kurtoszy, czyli słodkich rur z ciasta, paski – wielkanocnej baby, lwowskiego chleba oraz serów kozich. Co ciekawe jarmark ten trwał przez całe święta, a w samą Wielkanoc i Lany Poniedziałek wypełniony był po brzegi odświętnie ubranymi rodzinami z dziećmi.

IMG_8611

IMG_8619

IMG_8678

Restauracja Atlas – Rynek 45

Kawiarnia z przedwojenną historią, gdzie spotykała się elita lwowskich artystów. W środku wystrój robi wrażenie, kuchnia i obsługa już mniejsze. Może to kwestia tłumu ludzi i świąt wielkanocnych, no ale obiad człowiek lubi zjeść ciepły, a tam niezbyt nam to wyszło. Niemniej i zupy i placki ziemniaczane i pierogi były bardzo smaczne.

IMG_8649

Dom Legend – Staroievreiska 48

Lokal złożony z kilku pokoi przedstawiających różne historie związane z Lwowem. W każdym pokoju czekają na Was skrupulatnie przygotowane ciekawostki i dekoracje. Warto wspiąć się na samą górę, gdzie zaparkowana stoi Łada, a widok rozpościera się na całe miasto. Warto spróbować barszczu i sało oraz smakowych wódek domu. Obsługa nie do końca się spisała, niestety wszędzie, gdzie zatrudnieni byli młodzi ludzie, było podobnie, zwalę to na początek sezonu, okres wielkanocny i studenckie wakacje.

Kumpel – Viacheslava Chornovola 26

Restauracja do której zawitaliśmy dwa razy. Na dole mieści się sklep z gastro pamiątkami: naleweczki, sery, szynki, kwas chlebowy i cała masa gadżetów. Na piętrach restauracja i browar. Zdecydowaliśmy się popróbować wielu dań i było to czyste szaleństwo. Zamówiliśmy cztery piwa warzone przez lokal: jasny lager, pszeniczne, ale złoty i brązowy. Smaczne, ale do naszych rzemieślników jeszcze daleko. No ale ważniejszy jest obiad, a tutaj popłynęliśmy. Flaki i zupa czosnkowa w chlebie, obie pyszne. Flaki dobrze doprawione, a czosnkowa kremowa i tłusta. Następnie pierogi z bryndzą, jak się okazało smażone, banosz, czyli kasza kukurydziana gotowana w śmietanie, z bryndzą i skwarkami, posypana słonym serem, coś pysznego. Dalej wjechały moje od dawana wyczekiwane smażone świńskie uszy – pyszny kawałek tłuszczu, ciekawie chrupiący. Placek sierocy, czyli ziemniaczany z mięsem, pieczarkami i kapustą, przykryty śmietaną i serem, rzecz zdecydowanie najpyszniejsza. Podsumowując – tłusto i smacznie, zero warzyw, toteż na koniec potrzebowaliśmy kminkówki aby wstać od stołu.

IMG_8595

Teatr Piwa - Rynek 32

Mikrobrowar o mianie najbardziej hipsterskiej miejscówki Lwowa. No i niby tak jest, ale nie do końca. Po pierwsze 4 poziomowego lokalu z muzyką na żywo oraz browarem w piwnicy nie można nazwać mianem mikro, bo nijak się to ma do naszych browarów rzemieślniczych, niemniej produkowane przez nich piwo nie jest szeroko dostępne i różni się diametralnie od Lwowskiego Carlsberga. Lokal jest ogromny, nowoczesny w stylu industrialnym i zdecydowanie wybija się na tle innych, ale żeby od razu hipsterski? Można tutaj spróbować kilku odmian piwa, zagryźć to przekąską albo pełnym obiadem i posłuchać orkiestry Prawda, choć zapomnijcie wtedy o jakiejkolwiek rozmowie ze znajomymi. Obsługa podobnie jak wszędzie, część bardzo zorientowana, a część dopiero co zaczyna.

IMG_20160502_201053

Pstrąg, chleb i wino – Brativ Rohatyntsiv 49

Restauracja mieszcząca się w kwartale żydowskim, z ogromnym ogródkiem, przy ruinach synagogi. Zatrzymaliśmy się tam na obiad i zamówiliśmy dania z grilla, czyli szaszłyki i żeberka, do tego dostaliśmy talerz kanapeczek z różnymi pastami, a dla zdrowia zamówiliśmy sałatkę. Miejsce, jak każe ma swoją historię, którą można przeczytać w menu. Niemniej w słoneczny dzień z lampką wina siedziało się tam fantastycznie, a jedzenie było smakowite.

IMG_20160501_170658

IMG_8672

Virmenka – kawiarnia – Virmenska 19

Na poobiednią kawę wybraliśmy się do Virmenki, gdzie zamówiliśmy kawę po lwowsku, która wbrew powszechnej opinii nie jest kawą z prądem, lecz kawą parzoną w miedzianych tygielkach, podgrzewanych rozgrzanym piaskiem. Koniak dostaliśmy osobno, a do tego tradycyjne, ormiańskie ciacho – pachlawe.

IMG_8759

Lwowska Fabryka Czekolady – Serbska

Ogromna pijalnia czekolady połączona ze sklepem. Słyszałam, że próbując czekolady tutaj, nigdzie więcej nie zasmakuje nam inna. Coś w tym jest. Czekolada jest pyszna, gęsta, można wybierać czy ma się ochotę na gorzką, mleczną czy białą, albo je pomieszać, dodać orzechy, lody, słodkości i wszelkie znane człowiekowi dodatki. Ale czym się różni ta czekolada od innych? Ta tutaj nie jest klasyczną gorącą czekoladą, szykowaną na mleku, ta odniosłam wrażenie, że jest czystą, roztopioną czekoladą, która wylana do formy, mogłaby stać się normalną tabliczką czekolady.

IMG_8706

U Cioci Stefy – Alei Swobody 10

Jeżeli macie ochotę na klasyczny, domowy i ukraiński obiad, to zdecydowanie miejsce dla Was. Stołują się tutaj zarówno turyści jak i lokalni mieszkańcy. Tylko radzę iść w klasyki, nie szaleć. Pielmieni były pyszne, barszcz ponoć też, ozorki wołowe jak ozorki, ale mózg już niezbyt, no był wręcz niejadalny (na zdjęciu). I uważajcie na Okraszkę, nie ze względu na smak, bo była smaczna, choć strasznie słona, ale na opis, który sugeruje, że to zupa na ciepło, a okazuje się być chłodnikiem z mięsem i jajkiem, co w deszczowy dzień nie jest do końca pożądane ;).

IMG_8755

A teraz lista kilku miejsc, do których niestety nie udało nam się wejść lub po prostu zabrakło nam czasu i miejsca w żołądkach, a które gorąco polecają inni:

Lwowski Dom Galicyjskich Serników i Strudli – Rynek 13

Jak nazwa wskazuje, należy wpaść tam na strudla i sernik, popijając kawę, przez szybę można obserwować, jak przygotowywane są Wasze zamówienia (no może nie one, ale inne ciacha).

Lampa Gazowa – Ormiańska 20

Restauracja i pub oraz muzeum lampy gazowej. Podobno smacznie i ciekawie, niemniej 2 godzinne kolejki do wejścia nas odstraszyły.

Kryjówka – Rynek obok nr 14

Owiana sławą knajpa, której koncepcja przedstawia działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii w czasach II wojny światowej. Ukryte wejście, tajemne hasła, taksówkarze, którzy „reklamują” to miejsce, jako niezwykle tajemnicze i ciekawe, a tym czasem jest to najbardziej odwiedzana restauracja w Europie, taki mały Disnejland z ukraińską historią w tle.

Masoch Cafe – Serbska 8

Kolejne miejsce do którego próbowaliśmy wejść, ale niestety zawsze brakowało w nim miejsc. Przed wejściem do  lokalu stoi posąg Leopolda Masocha, od którego nazwiska pochodzi termin na określenie zaburzenia seksualnego – masochizm. Lokal bije czerwienią, kelnerzy pejczami, a całość zabarwiona jest erotyzmem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


trzy − 2 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>