Czeski Splendor

Splendor podbił Czechy wschodnie. Może się wydawać, że to takie mało ciekawe państwo, a jedyną atrakcją jest Praga. Nic z tych rzeczy. Czechy mają dużo do zaoferowania, a my podczas 9 dni i tak zobaczyliśmy tylko kawałek i to części wschodniej, bo ile raz można po Hradczanach szurać.

Jeżeli macie ochotę na Czeskie wakacje, poniżej kilka naszych spostrzeżeń i mały kulinarny przewodnik :).

Naszą wyprawę rozpoczęliśmy Piwnym Festiwalem w Svijanie, niedaleko granicy z Polską (przejście graniczne w Szklarskiej Porębie).  Festiwal odbywa się co roku w lipcu. Zasady są proste: pije się dużo svijańskiego piwa i zajada się wszystkim co serwują wystawcy, a jest w czym wybierać. Klimat całej imprezy jest klasyczny, czeski, są czeskie bendy na żywo, więc i potańczyć można, wesołe miasteczko, basen, a z okolicy przybywają całe gromady ludzi w każdym wieku. Rodziny z dziećmi, seniorzy, studenci, itd. Jest tylko jeden mały szczegół, po którym można poznać, że nie jesteśmy w Polsce: wszyscy są zadowoleni, uśmiechnięci, radośni, nikt nie stwarza problemów, nie ma bójek i chamstwa i to buduje idealny klimat.

Wracając do najważniejszego – jedzonko, a było tego sporo i oczywiście wszystko tłuste i sycące, czyli takie jakie do piwa powinno być, a co najważniejsze, szykowane na miejscu.

  • Langosze (czyli drożdżowe placki smażone w głębokim tłuszczu) posypane żółtym serem i zalane najzwyklejszym keczupem typu Tortex – rewelacja.
  • Bramborowe spiralki – czipsy szykowane na miejscu. Prosty system, ziemniak nakładany jest na wiertło wiertarki, przykłada się obieraczkę i odpala wiertarkę :). W efekcie otrzymuje się spiralki ziemniaków, które na miejscu smaży się w głębokim tłuszczu. Warto chociażby dla samego procesu wytwórczego.
  • Kluseczki ziemniaczane z kapustą i boczkiem – mój faworyt.
  • Świniak z rusztu i świńskie uszy w gratisie :).
  • Czeskie sery wędzone i białe.
  • Na słodko: precle, pączusie i trdelnik.

Festiwal-piwa

Po festiwalu ruszyliśmy do kraju ołomunieckiego, który jest kolebką twarożków ołomunieckich. Jedna rzecz. Na wakacjach próbuję wszystkiego, potem alergicznie trochę cierpię, ale nie ważne :). Odwiedziliśmy fabrykę twarożków ołomunieckich, która mieści się w odległości kilkunastu kilometrów od Ołomuńca w Lošticach. Muzeum jest nowoczesne, ciekawie przedstawia historię złożenia zakładu, a cała wycieczka kończy się w sklepie, gdzie można zakupić serki wszelkiej maści. My zdecydowaliśmy się na ołomuniecki twarożek z kminkiem i bryndzę (w prawdzie słowacką, ale pyszną). I bryndze i serki ołomunieckie (w wersji podstawowej) można kupić u nas, więc jeżeli ktoś kocha śmierdzące sery, polecamy :).

serki ołomunieckie

Po serkach nadszedł czas na Ołomuniec. Trzecie co do wielkości miasto Czech, z zabytkowym starym miastem, masą studentów i blokowiskami poza centrum. Zobaczyć wypada barokową kolumnę Trójcy Przenajświętszej, zegar ratuszowy i kompleks fontann, a dla chętnych i masę kościołów. Wiadomo po zwiedzaniu człowiek głodnieje. Sama starówka pełna jest klasycznych miejsc dla turystów, ale kawałek obok znaleźliśmy Minibrowar Moritz oferujący poza piwem własnej produkcji, klasyczną kuchnię czeską. Zamówiliśmy piwny gulasz z plackami ziemniaczanymi i schabowego nadziewanego serem ołomunieckim. Wszystko było przepyszne, ale z lokalu się wytoczyliśmy i to był ostatni raz kiedy zamawialiśmy dwa dania obiadowe. Od tej pory się dzieliliśmy :).

gulasz piwny

Następnego dnia postanowiliśmy jednak posilić się poza centrum. W Czechach życie nie skupia się w centrach miast. Na każdym osiedlu znaleźć można knajpkę, w której poza piwem zawsze można zjeść nie tylko paluszki, ale pełne dania obiadowe. Tak też trafiliśmy na naszym osiedlu do knajpki browaru Radegast, mimo środka tygodnia wypchanej ludźmi i coś czego u nas nie ma – całymi rodzinami. Pewni swojej znajomości czeskiego zamówiliśmy dwie pozycje. Trochę się zdziwiliśmy gdy dostaliśmy talerze, ale jak zwykle bardzo pozytywnie. Zaserwowano nam kotleciki ziemniaczane nadziane serem ołomunieckim i wieprzowiną. No coś pysznego. Do tego przystawka, która okazała się być kanapkami z margaryną, serem ołomunieckim, cebulą, porem i ostrą papryką. Po zdjęciu margaryny ta prosta kanapka okazała się być czymś nadzwyczajnym :).

margaryna

Z Ołomuńca wyruszyliśmy do piwnego SPA, po drodze zahaczając o jaskinię Punkevní, gdzie obejrzeć można przepiękne twory skalne, spłynąć podziemną rzeką i zejść na dno przepaści Macocha. Widok jest niesamowity, a człowiek ma poczucie, że znalazł się w innym świecie.

spa

SPA znajduje się przy browarze w miejscowości Rožnovie pod Radhoštěm, która podzielona jest na dwie części: stare miasto z pięknym parkiem i przemysłową, szarą i przerażającą, no w końcu jesteśmy na śląsku. Nasz hotel RELAX jest pięknym pomnikiem socrealizmu, lekko upiorną ciekawostką z podróży.RELAX

A co do SPA. Kąpiele w młodym piwie, maski z piwnych drożdży i na okrągło dolewane piwo tworzą świetny klimat i bardzo relaksują, ale założenie, że jest to SPA jest błędne. Jeżeli ktoś liczy na masaże i pełen luksus, to troszkę się zawiedzie. Sam ośrodek nazywa się łaźniami, choć to też nie oddaje klimatu jaki panuje w środku. Poza zabiegami piwnymi, dostępna jest oferta morska oraz buddyjska :). Niemniej jeżeli ktoś będzie w okolicy, zdecydowanie powinien tutaj zajrzeć.

Wiadomo woda wyciąga, dlatego należy się posilić. Nadszedł czas na klasyczny smażony syr i kluseczki ziemniaczane z bryndzą i boczkiem (wiem, że teraz się narażę, ale dla mnie boczek był tu zbędny). Niby takie proste, a nie można się oderwać.

kluseczki z bryndzą

Ostatnim przystankiem naszej wyprawy było Brno. Miasto zdecydowanie najciekawsze, z mocno rozbudowanym starym miastem, wzniesione na dwóch wzgórzach. Jedno zajmuje twierdza Spilberk, drugie katedra św. Piotra i Pawła. Zarówno kulturalnie jak i kulinarnie jest co zwiedzać. Przed zwiedzaniem warto poczytać o Brnie, historii i kilku miejskich legendach :). To co zobaczyć wypada to:  wspomniana już katedra św. Piotra i Pawła, kościół św. Jakuba, Stary ratusz i zawieszonego w wejściu krokodyla, rynek, Targ Zielony, Twierdze Spilberk oraz Wille Tugendhatów.

W Brnie spędziliśmy najwięcej czasu, więc odwiedziliśmy najwięcej lokali, oczywiście oferujących kuchnię czeską. Poniżej kilka adresów i krótkie opisy.

  • Stopkova Plzeňská Pivnice – Česká 163/5 – knajpa Piznera z przepyszną kaczką, modrą i białą kapustą z ziemniaczanymi i drożdżowymi knedlikami. Byliśmy tak głodni, że niestety zdjęcia nie ma :).
  • Vytopna – Starobrněnská 12 – kuchnia amerykańska, ale nie to nas skusiło. Do każdego stolika napoje przywozi kolejka elektryczna, a całe wnętrze wygląda jak miniaturka Brna powiązana siecią torowisk :).

11709578_1606156809633667_8835596379371084957_n

kolejka

  • Výčep Na Stojáka – Pekařská 4 – popularne miejsc, gdzie nie ma krzeseł, a piwo pije się przy wysokich stołach lub na zewnątrz. Taka lepsza Pijalnia.
  • U trech certu – Starobrněnská 7 – pyszna czeska kuchnia, tym razem wpadliśmy na zupę i bułczane knedliki, których szukaliśmy przez cały wyjazd. Co do zup, czosnkowa to coś wyśmienitego i każdy powinien jej spróbować.

knedliki bułczane

  •  Na Schodech – Pekařská 29/31 – klimatyczny lokal, w którym spróbowaliśmy nie tylko utopenca, czyli marynowanej w occie kiełbasy, ale salcesonu z octu z ostrymi papryczkami. Pychota…

marynowany salceson

  • Pivovarská Brno - Mendlovo náměstí – restauracja i bar przy browarze Starobrno. Wybraliśmy starą część z barem, a nie nowoczesną restaurację na wzór europejski. Sam browar jest wart zwiedzenia. Mimo przejęcia browaru przez Heinekena i pełnej automatyzacji, posiada on swój klimat i tradycję. Wycieczki prowadzi przesympatyczna i energiczna starsza pani, która bardzo mądrze powtarzała: „piwo jest zdrowe i trzeba je pić codziennie, żeby być zdrowym i szczęśliwym”. Tak też czyniliśmy podczas naszej wyprawy i wróciliśmy cali, zdrowi i zdecydowanie szczęśliwy. Tak też Czechy polecamy gorąco :).

2015-07-18 12.32.31

 

 

 

 

Buchty

Czesi podobnie jak my kochają pieczywo. A każdy wie, że nie ma nic lepszego z rana jak kawa i swój domowy wypiek. Buchty, czyli czeskie bułeczki drożdżowe. Pieczone jedna obok drugiej. Miękkie buchty są lekko słodkie, z wyraźnym posmakiem skórki cytrynowej, wilgotne i maślane, po prostu idealne, a kruszonka to tylko cudowny dodatek na koniec :).

Mogłoby się wydawać, że drożdżowe buły to drożdżowe buły, zawsze takie same. Ale im częściej piekę, tym więcej niuansów dostrzegam. Buchty w prawdzie przypominają ukraińską paschę, a to dzięki dodatkowi skórki z cytryny, rwą się jak bułgarski pogacz i mają maślany posmak niczym nasze bułki maślane, ale mimo wszystko są w tym wyjątkowe, są buchtami i z niczym ich się nie pomyli.

Dzisiaj wersja lekko słodsza, z kruszonką, ale Czesi nadziewają buchty powidłami lub twarogiem, dodają maku lub polewają sosem budyniowym. Każda wersja równie pyszna. Tak więc do pieczenia :).

buchty

Składniki
Czas przygotowania: 20 minut + 2 godziny dla ciasta
Buchty:
  • 500 g mąki pszennej
  • 20 g świeżych drożdży
  • 300 ml mleka sojowego (letniego)
  • 60 g roztopionego masła
  • 1 jajko
  • 3 łyżki cukru
  • ½ łyżeczki soli
  • skórka otarta z jednej cytryny
  • 2 łyżki masła, roztopionego, do posmarowania
Kruszonka do posypania:
  • 4 łyżki roztopionego masła
  • pół szklanki mąki pszennej
  • ¼ szklanki cukru
  • szczypta soli

Przygotowanie
Kruszonka:
  1. Wszystkie składniki zagnieć w misce i odłóż na chwilę do lodówki.
Buchty:
  1. Z drożdży, mleka, łyżki mąki i cukru przygotuj zaczyn i odstaw go na 15 minut.
  2. W misce przesiej mąkę, dodaj soli, jajko i roztopione masło. Wymieszaj.
  3. Dodaj do miski zaczyn drożdżowy i całość wyrób, tak aby ciasto było gładkie i sprężyste.
  4. Odstaw ciasto do podwojenia objętości, mniej więcej na 1,5 godziny.
  5. Po tym czasie zagnieć szybko ciasto i cieląc je na części formuj kulki, wielkość zależy od Ciebie, ale pamiętaj, że bułeczki jeszcze wyrosną.
  6. Układaj bułeczki jedna obok drugiej, ale nie za ciasno (w kształt kwiatka lub po prostu w rzędach).
  7. Całość posmaruj roztopionym masłem, obsyp kruszonką i odstaw na 30 minut do wyrośnięcia.
  8. Gdy bułeczki wyrosną, wstaw je do nagrzanego do 180ºC piekarnika i piecz (góra/dół) 20 minut.
  9. Smacznego :).

Piwne tofu

Czeskie piwo znają wszyscy na całym świecie. No i słusznie. Ale wiadomo, że do piwa coś by się pochrupało. No a co pochrupują Czesi? Serek. Hermaliny, ołomuckie, kwargle, abertamskie i niwy, a i smażony chętnie. Ale co zrobić gdy nie można? No wyjścia są dwa. Nic nie jeść, w sumie i lepiej, lżej i zgrabniej, albo znaleźć substytut. Wolę wersję numer dwa.

Jak dla mnie tofu jest bardzo dobrym zamiennikiem sera. Specyficznym, nie każdemu pasuje, ale lepszego jeszcze nie znalazłam. Oczywiście tofu odpowiednio zamarynowane i upieczone. A skoro Czechy i piwo, to czemu by nie upiec tofu w piwie? No i wyszło piwne tofu. Dla mnie idealne :).

Piwne tofu
Piwne tofu
Składniki
Czas przygotowania: 5 minut + 20 minut w piekarniku
  • kostka tofu, najlepiej wędzonego
  • łyżeczka papryki wędzonej
  • łyżeczka papryki słodkiej
  • pół łyżeczki papryki ostrej
  • dwie łyżki sosu sojowego ciemnego
  • szczypta pieprzu
  • pół szklanki piwa (czeskiego jasnego)

Przygotowanie
  1. Tofu pokrój w słupki.
  2. Przyprawy wymieszaj z sosem sojowym i piwem.
  3. Ułóż tofu na blaszce (najlepiej na papierze do pieczenia) i całość polej marynatą.
  4. Piecz tofu 20 minut w nagrzanym do 200°C (góra/dół).
  5. Po tym czasie tofu powinno być gotowe. Jeżeli wolisz twardsze tofu, odwróć słupki i piecz je jeszcze 10 minut.

 

 

Krem z pieczonego ziemniaka

Kolejna czeska zupa, chyba druga co do sławy – bramborkowa :). Ale wiadomo, że zupa z ziemniaka zupie z ziemniaka nie równa. To też postanowiłam przytoczyć wersję, jak dla mnie najsmaczniejszą, a i wegańską przy okazji – krem z pieczonego ziemniaka wchodzi na stół.

Podstawa to upieczony ziemniak, ma on ciekawszy, bardziej wyraźny smak. Do tego wiadomo bulion. Jak kto woli, może być mięsny, albo mocno warzywny. Wiadomo cebula i trochę czosnku, ale najważniejsze są dodatki i przyprawy.

W klasycznym kremie z ziemniaka znajdziemy: boczek, śmietanę, grzanki czy mąkę. Nie mówię, boczek jest najlepszy, ale czasem trochę lżej by się chciało, a i równie pysznie. To też pokombinowałam i wpadłam na kilka dodatków, które podkręcą smak: otarty grzybek suszony, nie zdominuje zupy, a wzbogaci jej smak grzybowym aromatem, czipsy z pieczarek, bo smaczne i ładnie wyglądają, podprażony słonecznik i simie lniane, co by coś chrupało, a do tego świeży tymianek, pieprz i majeranek. Jak dla mnie rewelacja.

krem z pieczonego ziemniaka
krem z pieczonego ziemniaka
Składniki
Czas przygotowania: 30 minut
  • 4 ziemniaki
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1,5 szklanki aromatycznego bulionu (warzywny, wołowy, jak wolisz)
  • 5 pieczarek
  • grzyb suszony
  • dwie łyżki słonecznika
  • dwie łyżki siemienia lnianego
  • tymianek
  • majeranek
  • sól i pieprz
  • oliwa/masło do podsmażenia

Przygotowanie
  1. Ziemniaki umyj i przekrój na pół.
  2. Upiecz je w piekarniku skórką do dołu (20 minut 180°C).
  3. Na suchej patelni, przy minimalnym ogniu, wysusz pokrojone w cienkie plastry pieczarki na czipsy.
  4. Na patelnię dorzuć dwa nieobrane ząbki czosnku, aby się podpiekły, do miękkości.
  5. W rondlu podsmaż na maśle/oliwie posiekaną cebulę i przeciśnięty przez praskę czosnek.
  6. Dodaj upieczone ziemniaki i szklankę bulionu.
  7. Całość zmiksuj. Jeżeli będzie za gęste, dodaj jeszcze bulionu.
  8. Na tarce zetrzyj suszonego grzybka, dodaj wraz majerankiem do zupy.
  9. Całość dopraw pieprzem, solą i zagotuj.
  10. Na koniec dopraw świeżym tymiankiem, posyp czipsami i uprażonymi ziarnami.
  11. Smacznego :).

 

Ciasteczka czekoladowe z solą i pistacjami

Każdy ma swoje skojarzenia z Czechami. Mi od zawsze kojarzyły się z czekoladą studencką w milionie smaków, orzechami w czekoladzie (Liskova jadra ;)), lentilkami i wielkimi paczkami pistacji, które stamtąd przywoziłam. Co oznacza powyższe skojarzenie? Czas na coś słodkiego. Ale nie jakaś tam lajtowa popierdółka. Nadeszła pora na czekoladowego potwora. Czekolada gorzka, masło, cukier i pistacje. Coś mi mało. Może sól? I to było to. Grube kryształki soli w połączeniu z czekoladowymi kawałkami po prostu mnie powaliły. Nie za słodkie, mocno czekoladowe, kruche, ehhhh…. długo bym tak mogła je wspominać, tak, wspominać, bo znikają błyskawicznie.

Ciasteczka czekoladowe z solą i pistacjami to zdecydowanie najlepsze ciastka jakie udało mi się upiec.

ciasteczka czekoladowe z pistacjami i solą
ciasteczka czekoladowe z pistacjami i solą
Składniki
Czas przygotowania: 20 minut
Ciasteczka:
  • 1 szklanka mąki
  • ½ szklanki kakao
  • ½ szklanki cukru
  • 80 g masła roztopionego
  • tabliczka gorzkiej czekolady (100 g)
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
Do posypania:
  • sól gruboziarnista
  • pistacje

Przygotowanie
  1. Nagrzej piekarnik do 175ºC (góra/dół).
  2. Wszystkie składniki (poza czekoladą) umieść w misce i zagnieć do połączenia. Ciasto będzie lekko klejące.
  3. Czekoladę pokrusz na małe kawałeczki.
  4. Dodaj czekoladę do ciasta i ponownie zagnieć.
  5. Z ciasta formuj kulki, następnie je spłaszcz i umieść na papierze do pieczenia.
  6. Nie układaj za ciasno, bo ciasteczka trochę urosną.
  7. Każde ciastko posyp pistacjami i grubą solą. Lekko dociśnij.
  8. Piecz 10-12 minut (w zależności od wielkości).
  9. Po wyjęciu daj ciasteczkom ostygnąć, dopiero potem ściągaj je z blachy (choć na ciepło tez są pyszne ;) ).

 

Gulasz z polędwiczki wieprzowej

No tak, mięso to Czesi lubią, nawet bardzo. Jakby nie było, pojawić się musi. Warto się jednak postarać, poszukać i przyrządzić coś lżejszego, a nie śmietaną i słoniną ociekającego, ze spora ilością warzyw i przypraw. Do tej pory prezentowaliśmy gulasze wołowe, teraz coś czego jeszcze nie było – wieprzowina.

W Czechach wieprzowina jest bardzo popularna, zresztą u nas również, choć nie przepadam, to polędwiczkom odmówić nie zdołam. Tak więc wieprzowina pojawiła się i u nas. Gulasz z polędwiczki wieprzowej, pełen papryki, pomidorków i marchewki, mocno aromatyczny, lekko pikantny, gęsty i sycący, a sos nie do opisania, nic tylko moczyć w nim knedliki i pałaszować.

Gulasz z polędwiczki wieprzowej

Składniki
Czas przygotowania: 2 godziny
Porcja na co najmniej 6 osób :).
Gulasz:
  • 1kg polędwicy wieprzowej
  • 2 szklanki bulionu
  • 1 duża cebula
  • 1 papryka zielona
  • 30 dag pieczarek
  • 2 marchewki
  • 5 łyżek przecieru pomidorowego
  • bulion
  • pomidorki koktajlowe
  • kilka gałązek tymianku
  • liść laurowy
  • kilka kulek ziela angielskiego
  • łyżka papryki słodkiej
  • łyżka papryki wędzonej
  • łyżeczka papryki ostrej
  • sól i pieprz
  • masło do smażenia
Knedliki:
  • 500 g mąki krupczatki
  • 2 jajka
  • 300 ml mleka sojowego lub wody
  • 20 g drożdży świeżych
  • szczypta soli
  • łyżeczka cukru

Przygotowanie
Gulasz:
  1. Pokrój mięso na 2 cm plastry.
  2. Obsyp mięso przyprawami i odłóż do lodówki na 30 minut.
  3. W tym czasie posiekaj cebulę, pokrój pieczarki, marchewkę w talarki i paprykę.
  4. W garnku o grubym dnie odsmaż posiekaną cebulę.
  5. Dodaj mięso i obsmaż je z każdej strony.
  6. Dodaj paprykę i pieczarki i duś całość kilka minut.
  7. Zalej całość bulionem, tak aby płyn przykrył mięso.
  8. Dodaj marchewkę, koncentrat pomidorowy, liść laurowy, ziele angielskie i gałązki tymianku.
  9. Całość zagotuj i duś przez godzinę.
  10. Pod koniec dodaj pomidorki koktajlowe i duś, aż wszystko będzie miękkie.
Knedliki:
  1. Z cukru, mleka, drożdży i łyżki mąki przygotuj zaczyn drożdżowy i odstaw go na 15 minut.
  2. Do miski przesiej mąkę.
  3. Dodaj soli, jajko i zaczyn drożdżowy.
  4. Całość zagnieć, aż ciasto będzie miękkie i elastyczne.
  5. Przykryj miskę z ciastem i odstaw na godzinę.
  6. Po tym czasie podziel ciasto na 4 części i z każdej uformuj podłużny kształt knedlika.
  7. W dużym garnku zagotuj wodę z łyżeczka soli.
  8. Gotuj knedliki pojedynczo przez 10 minut.
  9. Krój i podawaj z gulaszem.

Zupa czosnkowa

Kuchnię czeską każdy kojarzy z kminkiem, smażonym syrem i oczywiście zupą czosnkową. Tego ostatniego raczej nie wspominamy zbyt dobrze. Ale nie ma co, należy odczarować tłustą, słoną, mało zdrową i na pewno ciężkostrawną kuchnię czeską. Kilka zmian, więcej warzyw, zdecydowanie mnie tłuszczu, a smak może być równie dobry, jak nie lepszy.

Do tego zadania pierwszy ustawił się Adam. Nie powiem, wyzwanie było ogromne – zupa czosnkowa. Zdarzyło mi się ją jeść w Czechach. Nie ma co dużo pisać, słony, tłusty rosół z kostki o smaku granulatu czosnkowego, oczywiście pełny roztopionego żółtego sera i tostowych, maślanych grzanek. Ale to nie znaczy, że nie da się tego zrobić smacznie. Adam z wiadomych względów usunął ser, ugotował własny bulion, użył prawdziwego czosnku i ciemnego pieczywa, dodał sporo pietruszki i przypraw, a do całości użył niewielkiej ilości masła. Efekt – mnie zwaliło z nóg, ale to sami musicie sprawdzić.

zupa czosnkowa

Składniki
Czas przygotowania: 30 minut (gdy masz gotowy bulion)
  • 1 litr bulion (warzywny, wołowy, drobiowy)
  • 2 ziemniaki
  • 1 główka czosnku
  • 3 kromki chleba żytniego (najlepiej czerstwe)
  • łyżeczka masła lub oliwy
  • 2 jajka
  • sól i pieprz
  • pół łyżeczki kminku
  • garść posiekanej natki pietruszki
  • świeże oregano do posypania

Przygotowanie
  1. Zagotuj bulion i dodaj do niego pokrojone w kostkę ziemniaki.
  2. Gotuj do momentu, aż ziemniaki będą prawie ugotowane.
  3. W tym czasie pokrój w kostkę dwie kromki i podsmażaj je na suchej patelni, aż uzyskasz grzanki.
  4. Odłóż grzanki na bok.
  5. Na patelni rozpuść masło i podsmaż na nim wyciśnięty przez praskę czosnek.
  6. Smaż dwie, trzy minuty na średnim ogniu, aby czosnek się nie przypalił.
  7. Wkrusz na patelnię pozostałą kromkę chleba i całość wymieszaj.
  8. Podsmażaj do momentu, aż chleb wchłonie całe masło.
  9. Przełóż zawartość patelni do garnka z bulionem.
  10. W miseczce roztrzep jajka i również wlej je do garnka, mieszając zupę.
  11. Całość dopraw kminkiem, pieprzem i solą.
  12. Podawaj z grzankami, siekaną pietruszką i świeżym oregano :).