Berlin – kulinarnie i zimowo

Nadszedł grudzień, czas światełek, bombek i Mikołajów, a w Niemczech jarmarków. Nie zastanawiając się długo ruszyliśmy na zachód, a oto nasza relacja z czterodniowego pobytu w Berlinie.

Dzień 1.

Do Berlina dotarliśmy wieczorem, nie zastanawiając się długo zabrałam Świeżego na najpyszniejszy kebap jego życia, oczywiście do Mustafy. Kolejka na 30 minut nie zraża, bo warto. Idealne mięso, różnorodność warzyw (nie zwykła surówka z kapusty), słony twarożek i akcent wykończeniowy w postaci kilku kropli soku z cytryny. Majstersztyk. U nas tak jeszcze nie potrafią.

Mustafa

Adres: Mehringdamm 32, 10961 Berlin, Niemcy
Dzień 2.
Czas na kulturę. Deutsches Technikmuseum bije na głowę pozostałe tego typu instytucje jakie mieliśmy okazję zobaczyć, niemniej po 3 h zwiedzania nas niestety też. Regeneracyjne piwko i w drogę.
muzeum techniki
Czas coś zjeść. Rekomendowane przez kulinarną prasę Kimchi Princess zaspokaja głód, choć trochę zawodzi. Zimna miejscami wołowina, jakby mikrofalówka nierówno podgrzała, pierożki w porządku, ale spodziewałam się tych z pary, a nie a’la sajgonki i piekielnie ostry ramen, który przypomina zupkę chińską, a do ramena z poznańskiego Yetztu, czy też Londyńskiego Bone Daddies (jak już lecimy multi-kulti to czemu nie) ma się, albo tak naprawdę nie ma się w ogóle.
Kimchi
Ostatni punkt dzisiejszego dnia – Plac Poczdamski i jarmark światełkami stojący. Curry wursty niestety się skończyły, ale grzane wino bynajmniej. Skusiliśmy się na ciekawie wyglądającą słodką kulę, która okazała sie chruścikową bombką z marcepanem w czekoladzie. Dla fanów chrustów rzecz idealna, ja jednak pragnęłam prawdziwej słodyczy. To znalazłam w grzanym ajerkoniaku.
kule chruścikowe
Sony
Dzień 3.
Znów wstaliśmy z rana i już o 11 wylądowaliśmy na ostatnim piętrze KaDeWe – czyli w ekskluzywnych delikatesach Berlina. Kawiory, szampany i inne oliwy truflowe, do tego bombki i Mikołaje, w sumie ciekawy, świąteczny widok i odrobina splendoru, gdyby portfel był tylko nieco grubszy…
kadewe
kadewe 2
No ale, ruszyliśmy do Zoo Aquarium Berlin. Po 2 godzinach patrzenia na ryby, po prostu zgłodnieliśmy. Ale zanim szama, mała wizyta w ogromnym sklepie chińskim Go Asia Supermarkt i czyste szaleństwo. Zapasy o pastę z tamaryndowca uzupełnione i parę innych skarbów (klasycznie durian też był, ale to z daleka).
sklep
duriany
Czas zaspokoić głów. Na szczęście Rogacki nakarmił nas pyszną zupą rybną. Generalnie miejsce wypas. Mała hala targowa, jedna firma, ale oferująca wszystko. Od chleba i jaj, przez surowe mięsko i ryby, po wędzone i już gotową garmażerkę, a po środku hali bary i lady, gdzie wskazujemy palcem co chcemy i jemy przy ławach. Odlot, bo u nas tego typu miejsc brak, a szkoda, bo wystawiany towar (choć bogaty) i na zwykłym ryneczku znajdziemy, bo nasze kuchnie dużo się nie różnią.
Rogacki
Rogacki zupa
Rogacki stoiska
No i na koniec, najzacniejszy jarmark w Spandau i całych Niemcach ponoć. No nie ma co, jest ogromny, świecący i pełen zapachów. Wursty, pierniki, grzane wino, świece, langosze i kapcie, słowem wszystko, ale w pięknej oprawie. Zanim się zorientowaliśmy minęły 3 godziny, kiełbaska, placki ziemniaczane i 3 grzańce. Klimat jest i zdecydowanie warto przejechać się metrem na ten koniec Berlina.
spandau
wurst i placek ziemniaczany
łoś
Dzień 4.
Dziś bardziej leniwie i więcej klasyków. Czyli dwa precle w dłonie dwie, kawa i ruszamy. Pomnik holokaustu, brama, Reistag i jego kopuła, potem Under der linden, katedra, Aleksander plac (tam kolejny, choć biedny jarmarczek).
berlin z góry
alexander plaz
Ruszamy w stronę metro i klu dnia – turecki bazar przy Maybachufer na Kreuzbergu. Kolorowo, smakowo, od mango, przez cekiny i firany do hummusa i innych oliwek i kawiarek. Każdy coś znajdzie dla siebie, a sprzedawcy mogliby uczyć nasze przekupy, bo tym już dawno odechciało się tak zachęcać klientelę.
Jarmark jest czynny tylko we wtorki i piątki, więc warto zaplanować wizytę wcześniej.
rynek
rynek 2
Potem kolacja w Südblock. Przed wyjazdem trzeba zaryzykować. Currywurst. Ku wielkiemu zdziwieniu i zasmuceniu Adama, nie jest to specjalna kiełbaska, a zwykła kiełba posypana curry i polana keczupem. Łączę się z nim i nie rozumiem fenomenu. No jak….
sałatka z kalmarami

No ale taki to narodowy specjał, ja wzięłam warzyw z kalmarem i było pysznie. Lokal niemniej skusił nas już z zewnątrz. Światełkowy i przeszklony front, klimat w środku, świetny personel i totalna tolerancja. Znaczek nad toaletą tłumaczy wszystko.
gender
Miejsce idealne, jedzenie na poziomie, muzyka, alkohol i zabawa. U nas tego jeszcze ze świecą szukać. Tak myślę, że to taka nasza wisienka na koniec wyjazdu.
Nasz wyjazd był bardzo udany, Berlin jest niezmiernie ciekawym miejscem, a oferuje tyle, że jeden wyjazd nie wystarczy. Najtańszy niestety nie jest, ale można ograniczyć koszty. Niektóre muzea oferują darmowe dni zwiedzania. Podstawa to dobry przewodnik w dłoni.
Z rad praktycznych: nie używajcie samochodu, najwygodniej poruszać się metrem i w miarę możliwości nogami. Berlin należy do ekostrefy i przed przyjazdem należy zaopatrzcie się w naklejkę Euro 4 na szybę samochodu (koszt około 5 euro), bez niej grozi Wam mandat (około 40 euro), a na miejscu dość ciężko ją dostać (w łikend jest to niemożliwe).
P.s. od Adama: wszelkie mity o europejskim stylu jazdy prysnęły, każdy trąbi na każdego i pieszego chętnie potrąci, a niemiecki ornung to kłamstwo, bo Berlin niestety taki czysty nie jest.

Poza tym Berlin to miasto, które trzeba poznać i dopiero na drugi rzut oka zachwyca, ale wtedy to już na pełnym splendorze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− jeden = 4

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>